czy gdybyś mógł zarabiać dużą, ale brudną kasę, zgodziłbyś się?
Temat niejednokrotnie poruszany przez moją polonistkę na lekcjach, w te dni, kiedy dostaje polotu. Zawsze opowiada tę samą historię, jakbyśmy jej już 100 razy nie słyszeli, i zawsze zadaje to samo pytanie, na które oczekuje tej z góry przewidzianej, poprawnej politycznie odpowiedzi.
Trudne czasy. Kryzys gospodarczy zbiera żniwa, rozpacz i śmierć to codzienność wśród domów zwykłych ludzi. Brak środków na życie powoduje brak pożywienia. A ty w tym wszystkim jako uczestnik, również trudzisz się aby utrzymać rodzinę. Błąkasz się między jakimś sklepem mięsnym, a pracą na wysypisku, zarabiając marne grosze. Lecz wtedy otrzymujesz fuchę - marzenie. Praca w sklepie sportowym. 5000 miesięcznie, co dla ciebie, w takich warunkach życia jest kwotą niewyobrażalną, cieplutko, milusio, bezpiecznie. Tylko, że sprzedajesz tam, nic nie świadomej klienteli... narkotyki. Bardzo niebezpieczne sterydy, mogące poważnie zagrozić ich życiu. I teraz pytanie: bierzesz tę robotę, czy jednak zachowujesz swoje wartości i się na coś takiego nie godzisz?
Polonistka od razu stwierdza: nie, nie biorę.
Potulnie kiwam głową, dodaję do tego jeszcze jakieś ciche, pełne aprobaty pomruknięcie.
A myślę sobie: no nie bałdzo nie bałdzo.
O kwestii moralnej człowieka napisano już wiele, jeszcze więcej rozmawiano. Oczekuje się od nas zachowania bohatera. Patriotyzmu, lojalności, odwagi, skromności (totalna głupota, ale sic! to temat na inny tekst) i szlachetnych zachowań.
Bo to byłoby zachowanie godne człowieka uczciwego. Odmówić. Poświęcić się (ileż już napisano o tym poświęceniu...) dla większego dobra. Oddać nawet i swoje życie, dla większego dobra. Piękne, godne podziwu. Wzór do naśladowania.
Ale przymieranie głodem wcale nie jest czymś pięknym. Doprowadzanie swojej rodziny na skraj możliwości również nie jest niczym wzorowym. Zabijanie najbliższych, aby uratować ogół, to definitywnie nic wspaniałego. A jednak - tego się od nas oczekuje.
Nic nie jest takie proste. Na takie pytania nie da się odpowiedzieć ot tak, za pstryknięciem palca, jak to deklaruje moja nauczycielka. Wielu z nas nie zna siebie na tyle, aby wiedzieć, jakby w tej sytuacji zareagowało. To tylko takie gdybanie. Nie ma zwykle wiele wspólnego z rzeczywistością. A w naturze człowieka jest dbać przede wszystkim o siebie i najbliższych. Dlaczego więc tak wiele osób karci się za to, z jakimi cechami się urodziliśmy?
Moja odpowiedź na pytanie nauczycielki? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Nie oczekuję od siebie tępej heroiczności, gdy przeze mnie mogą zginąć najbliżsi.
Trudne czasy. Kryzys gospodarczy zbiera żniwa, rozpacz i śmierć to codzienność wśród domów zwykłych ludzi. Brak środków na życie powoduje brak pożywienia. A ty w tym wszystkim jako uczestnik, również trudzisz się aby utrzymać rodzinę. Błąkasz się między jakimś sklepem mięsnym, a pracą na wysypisku, zarabiając marne grosze. Lecz wtedy otrzymujesz fuchę - marzenie. Praca w sklepie sportowym. 5000 miesięcznie, co dla ciebie, w takich warunkach życia jest kwotą niewyobrażalną, cieplutko, milusio, bezpiecznie. Tylko, że sprzedajesz tam, nic nie świadomej klienteli... narkotyki. Bardzo niebezpieczne sterydy, mogące poważnie zagrozić ich życiu. I teraz pytanie: bierzesz tę robotę, czy jednak zachowujesz swoje wartości i się na coś takiego nie godzisz?
Polonistka od razu stwierdza: nie, nie biorę.
Potulnie kiwam głową, dodaję do tego jeszcze jakieś ciche, pełne aprobaty pomruknięcie.
A myślę sobie: no nie bałdzo nie bałdzo.
O kwestii moralnej człowieka napisano już wiele, jeszcze więcej rozmawiano. Oczekuje się od nas zachowania bohatera. Patriotyzmu, lojalności, odwagi, skromności (totalna głupota, ale sic! to temat na inny tekst) i szlachetnych zachowań.
Bo to byłoby zachowanie godne człowieka uczciwego. Odmówić. Poświęcić się (ileż już napisano o tym poświęceniu...) dla większego dobra. Oddać nawet i swoje życie, dla większego dobra. Piękne, godne podziwu. Wzór do naśladowania.
Ale przymieranie głodem wcale nie jest czymś pięknym. Doprowadzanie swojej rodziny na skraj możliwości również nie jest niczym wzorowym. Zabijanie najbliższych, aby uratować ogół, to definitywnie nic wspaniałego. A jednak - tego się od nas oczekuje.
Nic nie jest takie proste. Na takie pytania nie da się odpowiedzieć ot tak, za pstryknięciem palca, jak to deklaruje moja nauczycielka. Wielu z nas nie zna siebie na tyle, aby wiedzieć, jakby w tej sytuacji zareagowało. To tylko takie gdybanie. Nie ma zwykle wiele wspólnego z rzeczywistością. A w naturze człowieka jest dbać przede wszystkim o siebie i najbliższych. Dlaczego więc tak wiele osób karci się za to, z jakimi cechami się urodziliśmy?
Moja odpowiedź na pytanie nauczycielki? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Nie oczekuję od siebie tępej heroiczności, gdy przeze mnie mogą zginąć najbliżsi.
Komentarze
Prześlij komentarz